Nawet nie zdążyłam odsapnąć po wizycie basiora, kiedy złożono mi służbową wizytę. Jakiś basior, kuśtykając na trzech łapach, zgłosił się z otwartym złamaniem. Wataha pecha- powtórzyłam już setny raz od czasu mojego dołączenia. Bez zająknięcia, może z trochę zbyt widocznym znużeniem, zajęłam się nieszczęśnikiem. Po nim przybywały kolejne istotki po leki albo na opatrunki. Jednym zdaniem- roboty miałam tyle, że ledwo wyrabiałam. Do tego miejscowy szaman spóźnił się z dostarczeniem syropów... Eh... Gdy cała wrzawa ucichła, a chorzy rozeszli się po tutejszych terenach- odetchnęłam z ulgą. Usiadłam na biurku, które nawiasem mówiąc było niezbyt wygodnym siedziskiem i spojrzałam na zegarek. Zerwałam się na równe nogi i zaczęłam szybko przygotowywać do wyjścia. Co to miało być? Przyjęcie czy nieformalna impreza?- głowiłam się nad tym. Jak zwykle taki szczegół musiał wylecieć mi z głowy. Na wszelki wypadek ubrałam się w sięgającą mi gdzieś do 3/4 długości uda sukienkę w odcieniach czerni oraz bieli. Buty były wysokie, za kolano, intensywnie czarne ze srebrnymi zdobieniami na bokach. Zawiązałam sznurówki, wyklinając ich długość. Ogólnie to lubiłam akurat ten styl ubioru, był wygodny i pasował do praktycznie każdej sytuacji. Podniosłam się z klęczków. Do jaskini wdarł się powiew mroźnego wiatru. Zatrzęsłam się lekko, pod wpływem obniżonej temperatury. Popatrzyłam w tamtą stronę. Kahir stał w przejściu, lekko uśmiechając się.
- Hejo.- przywitałam się
- Hej.- odparł
Wzięłam płaszcz i podeszłam do chłopaka.
- To gdzie dokładnie idziemy?- zapytałam, unosząc kąciki ust
<Kahir? Takie to to beznadziejne wyszło .-.>
- Hejo.- przywitałam się
- Hej.- odparł
Wzięłam płaszcz i podeszłam do chłopaka.
- To gdzie dokładnie idziemy?- zapytałam, unosząc kąciki ust
<Kahir? Takie to to beznadziejne wyszło .-.>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Komentując, zachowujmy kulturę wypowiedzi. Pamiętaj, to, jak się wyrażasz świadczy tylko i wyłącznie o tobie!