~~*~~
Nigdy nie byłem w stanie zrozumieć samego siebie. Po prostu nie byłem zdolny do takiego wyczynu. Był on ponad moje siły. Na początku mojego życia mogłem jeszcze jakoś domyśleć się, czego potrzebowałem. Ale teraz... Kiedy wszystko się zmieniło- świat, otoczenie i... ja sam. Teraz było to wręcz niewykonalne. Wiele lat wstecz uchodziłem za normalnego, wręcz niewyróżniającego się z tłumu. Miałem rodzinę, partnerkę, dziecko. Straciłem to wszystko w jednej chwili. Zamknąłem się w sobie, aż do czasu, kiedy odnalazłem brata- Roy'a. Jednak również jego straciłem. Umarłem, powstałem na nowo. Jednak nie byłem już sobą, a jedynie pustą kukłą bez uczuć. Umierałem powoli, nadal to robię. Kopnąłem jakiś kamień, który raczył zastąpić mi drogę. Poturlał się on w stronę jaskini Avy. Powoli oddalałem się od jej domu, przez co coraz dziwniej się czułem. Coś zakuło mnie w sercu. Zrzuciłem problemy z tym organem wewnętrznym na mój wiek, chociaż tak naprawdę nie byłem stary, dopiero wchodziłem w okres, kiedy mężczyzna odkrywa swoje możliwości. Choć Bóg jeden wie, co mogło się we mnie rozwijać. Rak, czy jakieś inne cholerstwo mogło zżerać mnie od środka, a ja nawet o tym nie wiedziałem. W mej głowie znów zagościł obraz damy, którą poznałem zaledwie wczoraj. Czy możliwe jest to, że oplotła mnie siecią zwaną potocznie zauroczeniem? Obejrzałem się za siebie, jednak już nie zobaczyłem jej stojącej w wejściu do jaskini. Cóż... Mówi się trudno i żyje dalej, nieprawdaż? Oparłem się o jedno z wielu drzew rosnących nad wodopojem, czy też jeziorem. Błękitna tafla wody lśniła w porannym słońcu, tworząc wspaniały efekt mozaiki złożonej z pojedynczych fal, a także niewielkich wirów wodnych, wody pomarszczonej przez lekkie powiewy rześkiego wiatru.
![]() |
| Kliknij, żeby powiększyć ^^ |
- Co jest ze mną nie tak?- zadałem ciche pytanie, skierowane do nicości
Nagle na wodze zaczęły pojawiać się delikatne kręgi, rozbrzmiał dźwięk kropel skapujących do cieczy. Na jeziorze pojawiła się przepiękna dama. Blada, z długimi włosami spiętymi w kok,a a także opadającymi kaskadami na plecy oraz ramiona. Półprzeźroczysty welon podtrzymywany był przez diadem. Suknia tańczyła w rytm kroków stawianych przez majestatyczną postać. Rozpoznałem w idealnej sylwetce panią mego serca, tę która zginęła w obronie naszej pociechy. W dłoniach dzierżyła swój atrybut- tarczę zodiaku. Za życia Rosalie była wyrocznią, nigdy nie myliła się co do przebiegu przyszłości. Przewidziała śmierć swą i córki. Tak bardzo chciałem temu zapobiec, jednak byłem bezsilny. Dusza Rose wolnym krokiem zeszła na ląd i podeszła do mnie. Uśmiechnąłem się lekko.
- Rosie...- wyszeptałem i wyciągnąłem do niej rękę.
Nie dosięgnęła ona celu, nie mogłem dotknąć pani mego serca. Znów poczułem smutek, taki jak w dniu jej końca. Przekrzywiła lekko głowę i zaśmiała się dźwięcznie.
- Untame, głuptasku.- rzekła, nadal chichocząc, jednak szybko przybrała poważny ton- Już nigdy nie zaznamy rozkoszy bycia ze sobą, bardzo mi ciebie brak. Jednak Wielki nie pozwala na obcowanie duszy z istotą cielesną. Przybyłam tu tylko, by odpowiedzieć na twe pytanie.
- Uch... Rozumiem.- odparłem
- Untame, wiem, że nigdy o sobie nie zapomnimy. Nie zapomnimy tych chwil, kiedy wraz z Amaną tworzyliśmy szczęśliwą rodzinę. Jednak ten czas minął, dobiegł końca. Teraz musisz zacząć wszystko od nowa. Porzuć gniew, smutek, żal, bowiem zagościłeś w sercu pewnej kobiety. Nie zdaje ona sobie z tego sprawy, tak samo jak ty nie zdajesz sobie sprawy z tego, co czujesz, jakim uczuciem ją obdarzasz. A teraz żegnaj Untame.- wypowiadając moje imię, rozpłynęła się w powietrzu, zniknęła i prawdopodobnie już nie wróci
Jednak ja próbowałem ją powstrzymać, ująć niegdyś aksamitną dłoń, zatrzymać przy sobie. Było to samolubne i niewykonalne, lecz ja próbowałem. Upadłem na kolana, spojrzałem na swoje ręce. Pozostał na nich jedynie śnieżnobiały pyłek, on również zaczął się rozmywać. Dopiero teraz zacząłem analizować słowa swej zmarłej partnerki. Czyżby ona sugerowała, że ja i Ava... Że my moglibyśmy... Być razem? Że ja czułem coś szczególnego do tej jasnowłosej panienki, którą ledwie co znam?
<Ava? Co tam u ciebie? :p>
Ps. Tak w skrócie to całe opowiadanie jest o uczuciach Zera. Nad jeziorem nawiedziła go jego zmarła żona- Rosalie i wytłumaczyła mu, co też ta moja kupa mięcha czuje.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Komentując, zachowujmy kulturę wypowiedzi. Pamiętaj, to, jak się wyrażasz świadczy tylko i wyłącznie o tobie!