-Nie wiem..-Rozejrzałem się. Niedaleko było wywalone drzewo, a na nim kawał metalu. Nagle usłyszałem dziwne, długie dźwięki. Rozejrzałem się. Nic. Spojrzałem w górę. Kilka kilometrów za nam był...Górolot.
-Chowaj się!-Krzyknąłem wbiegając pod wywalone drzewo.
-Co to jest, do cholery?!-Krzyknęła, biegnąc w stronę metalu.
-Po prostu biegnij!-Odparłem i wskoczyłem pod przewaloną roślinę. Blanca wylądowała bardzo blisko mnie.
-Co to..-Zaczęła, ale zakryłem jej usta dłonią. Chwyciła moją dłoń i położyła ją na ziemi. Leżałem na brzuchu, patrzyłem w górę. Górolot przelatywał nad nami, a potem przyspieszył i poleciał dalej.
-Co to było?!-Krzyknęła wkurzona na mnie.
-Górolot. Taka latająca maszyna. Używa go DRESZCZ.
<Blanca?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Komentując, zachowujmy kulturę wypowiedzi. Pamiętaj, to, jak się wyrażasz świadczy tylko i wyłącznie o tobie!