Ostatnimi czasy zrobiłam się jakaś niemrawa, jakby chorowita, choć żaden wirus mnie ni jak nie dopadł. To, że byłam miła nic nie znaczyło, bo tutejsze osoby po prostu zmieniły moją "mendowatą" naturę samotniczki. Co prawda dla obcych nadal byłam wredna, ale to już nie to samo co przedtem. A wracając do tematu doła... Może to przez czarną koszulkę, którą znalazłam w swoich rzeczach... Pachniała Kaz'em... To głupie, ale przez to płakałam i tuliłam się do tejże części garderoby przez kilkanaście długich godzin. Usiadłam na jednej z wolnych od śniegu, parkowych ławek. Nie miałam na nic ochoty, chyba popadałam w depresję. Ups... Odchyliłam głowę do tyłu, aż zetknęła się z oparciem. Włosy dyndały w powietrzu, czasem stykając się z zimnym drewnem. Wgapiałam się w omszały pień za mną. Musiałam dziwnie wyglądać, jak jakaś uciekinierka z zakładu psychiatrycznego.
- Żyje jest do dupy.- mruknęłam, nawet nie zwracając uwagi na przechodzące dzieciaki
- Zgadzam się z tobą.- ktoś powiedział i bezczelnie rzucił na mnie swój cień
Kichnęłam, czując ostry zapach męskich perfum.
- Świetnie, że ktoś mnie rozumie.- odpowiedziałam, normalnie siadając
Nasz watahowy Pan Złamane Serce usiadł obok mnie.
- Daniel, dalej rozpaczasz?- spojrzałam na niego- Jak tak, to witaj w klubie.- uśmiechnęłam się lekko
<Daniel? Załóżmy Klub Złamanych Serc!>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Komentując, zachowujmy kulturę wypowiedzi. Pamiętaj, to, jak się wyrażasz świadczy tylko i wyłącznie o tobie!