Biegłam za mężczyzną, nie zważając na wszelkie korzenie czy gałęzie. Wpadliśmy do najbliższej, niezamieszkałej jaskini, czekając na dalszy przebieg wydarzeń. Że też musiał być to akurat smok! Tylko z nimi nie potrafię się porozumiewać.. Oparłam się o kamienną ścianę. Dante nadal trzymał moją dłoń, za co w duchu mu dziękowałam. Po chwili zobaczyłam, że niektóre kamyki i gałęzie w jaskini zaczęły drżeć. Znaczyło to, że gad się zbliżał.
- Dante.. - powiedziałam cicho.
- Tak?
- Przejdźmy dalej. Może nas nie zobaczy.
Mężczyzna mi przytaknął i ruszył w głąb jaskini, ciągnąc mnie za sobą. Dosłownie moment po tym, gdy schowaliśmy się za okazałym stalagmitem, poczułam gorąco bijące od wejścia, połączone z odorem siarki. Jednak zapach perfum Dantego skutecznie niwelował ów odór. Lekko ścisnęłam dłoń mężczyzny, gdy poczułam silne wstrząsy wywołane przez smoka. Oznaczało to, że gad się oddalił. Odetchnęłam cicho i lekko uśmiechnęłam się do pana Terensona.
- Gdyby nie ty, pewnie zostałabym pożarta przez tego smoka.. - powiedziałam cicho.
< Dante? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Komentując, zachowujmy kulturę wypowiedzi. Pamiętaj, to, jak się wyrażasz świadczy tylko i wyłącznie o tobie!