11 gru 2015

Od Dantego - Cd. Idalii

Powiedziałem, że ognia nie będzie, jednak nie byłem tego tak do samego końca pewny. Tak szczerze to o wiele lepiej znałem się na roślinach, niż zwierzętach. A jednak gorąca para buchnęła z nozdrzy wielkiego stwora, a sam zawarczał. Odwrót byłby chyba najlepszym wyjściem, ale bieg mógł tylko rozwścieczyć smoka. Puściłem dłoń damy, tylko po to, by ująć ją w pasie i przyciągnąć do siebie. Uderzył mnie zapach, jakim emanowała. Delikatny, zmieszany z zapachem Krwistego Kwiecia. Pochyliłem się nad dziewczyną, nadal uważając na latającego gada.
- Spokojnie, powoli wycofamy się.- wyszeptałem jej do ucha- Raz... dwa...- nadawałem rytm kroków
Ida szła tuż obok mnie, nadal przytrzymywana. Obejmowałem ją nie z powodu ewentualnej paniki, bo wadera była zbyt opanowana. Jej obecność, delikatny materiał ubrań i słodkawa woń działała na mnie kojąco. Zielonemu chyba nie spodobała się ucieczka zdobyczy. Wyciągnął i tak długą szyję, by kłapnąć paszczą tuż przed moją twarzą. Cóż... Na spokojnie nie można, to... Moja dłoń znów splotła się z dłonią towarzyszki. Ruszyłem pędem w stronę jaskini, ciągnąc damę za sobą.

<Idalio? Tsa... Takie to to lipne ;-;>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komentując, zachowujmy kulturę wypowiedzi. Pamiętaj, to, jak się wyrażasz świadczy tylko i wyłącznie o tobie!