12 gru 2015

Od Dantego - Cd. Idalii

Byliśmy bezpieczni... A przynajmniej tak względnie bezpieczni. Gdy zdołałem przetrawić tę informację- adrenalina, całe napięcie mnie opuściło. Uratowałem Idalię, to było najważniejsze.
- Nic ci nie jest?- zapytałem z troską
- Em... Chyba nie. Trochę zadrapań i chyba siniak jakiś od gałęz...- urwała pod koniec zdania
Otoczyłem dziewczynę ramionami, jednocześnie przyciągając do siebie. Bałem się o nią, naprawdę. Nie chciałem, by stała się jej jakakolwiek krzywda. W końcu... Idalia była jedyną osobą, której ufałem i na której mi bezgranicznie zależało. Wolałem by była jak najbliżej mnie, dopiero czując ciepło od niej bijące- stawałem się spokojny, a wszelkie obawy ustępowały szczęściu. Uśmiechnąłem się, kiedy ta również mnie przytuliła, a nawet wtuliła się we mnie.
- Co do smoka... Nie zrobiłem niczego niezwykłego... Ucieczka to był odruch...- wyszeptałem- Ale najważniejsze jest to, że żyjesz...
I że chyba polubiłem cię bardziej niż jako przyjaciółkę- dokończyłem w myślach. Bardzo możliwe, że najzwyklejsza fascynacja zdołała przeobrazić się w najczystsze zauroczenie. Miłością darzyłem ją, to prawda, jednak ta miłość nie była większa od "przyjacielskiej". Pochyliłem się nad damą. Cóż chciałem zrobić? Tego nie mogłem być w stu procentach pewien. Jedna strona wrzeszczała "Powiedz jej!", zaś druga kazała poczekać. Złożyłem na chłodnym czole jasnowłosej delikatny pocałunek, nadal nie wypuszczając jej z objęć. Myślę, że pogodziłem i serce, i rozum w tym maleńkim geście.

<Idalio? Hua, pseudo romansidła :3>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komentując, zachowujmy kulturę wypowiedzi. Pamiętaj, to, jak się wyrażasz świadczy tylko i wyłącznie o tobie!