- Pójdę tam, skoro będą wszyscy. - powiedziałem.
Było już coraz ciemniej.
- Do zobaczenia jutro, Phill. - pożegnała się ze mną wadera wchodząc do swojej jaskini.
- Pa.
Truchtem ruszyłem w stronę jaskini. Zrobiło mi się zimno w łapy, więc po
chwili zacząłem biec. Położyłem się w legowisku. Zasnąłem.
< Amortencja albo ktoś? Brak weny... >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Komentując, zachowujmy kulturę wypowiedzi. Pamiętaj, to, jak się wyrażasz świadczy tylko i wyłącznie o tobie!