Zajrzałem do małej torby: Tylko woda, sztylet i jakiś baton. Ukradkiem schowałem batona do kieszeni i powiedziałem:
-Nie mam, sory.
Po chwili przypomniałem sobie, że mam przy sobie, przy pasie dzidę. Postawiłem ją obok siebie, podtrzymując ją ramieniem. Wyciągnąłem batonika i zacząłem go chrupać.
-Co chrupiesz?-Zapytała Blanca nie otwierając oczu.
-Eee...Nic.-Skłamałem.
-Przecież słyszę.
-Nie, nic.-Znów skłamałem.
-Baton?-Otworzyła oczy.
-Nooo.-Mruknąłem.
-Daj kawaaaaałeeeeek.-Poprosiła.
Przewróciłem oczami i rzuciłem jej kawałek batona.
<Blanca?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Komentując, zachowujmy kulturę wypowiedzi. Pamiętaj, to, jak się wyrażasz świadczy tylko i wyłącznie o tobie!