Chwyciłem nieprzytomną waderę w łapy. Nie chciałem, aby, broń Boże, spadła. Zamaszyste ruchy skrzydłem zaczęły coraz bardziej szczypać. Bałem się, że nie zdążę dolecieć do lekarki. Jednak ostatkiem sił się udało. Miałem nadzieję, iż Elizabeth jeszcze nie śpi. Zawołałem ją. Ku mojemu szczęściu wybiegła z jaskini. Włożyłem w jej łapy Lunę, a sam ostro zaryłem sobą w ziemię, tracąc przytomność.
< Luna? Elizabeth? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Komentując, zachowujmy kulturę wypowiedzi. Pamiętaj, to, jak się wyrażasz świadczy tylko i wyłącznie o tobie!