Gdy Idalia patrzyła na obraz nędzy i rozpaczy widoczny za oknem- ja szybko uwinąłem się z kolacją. Sąsiadka (która zapewne myślała, że gdzieś wybyłem) musiała wcześniej przynieść świeżą żywność. I dzięki jej za to, naprawdę. Inaczej musiałbym iść na targ, a nocą nie był to najlepszy pomysł- efekty radioaktywności wychodziły na powierzchnię właśnie po zmroku. Tak więc skleciłem sałatkę z ogórka, sałaty, wyrobu mlecznego i jakichś pachnących przypraw. Gdy skończyłem- usłyszałem kroki. Odwróciłem się i poczułem dotyk czegoś delikatnego, porównywalnego do jedwabiu. Głos Idalii i przytulenie. Objąłem ją, już bez większej krępacji.
- Jestem, bo chcę... Nie musisz mi za to dziękować...- szepnąłem
Zadziałałem pod wpływem jakiegoś, wcześniej nieznanego mi impulsu. Pochyliłem się nad drobną istotką, uśmiechając się lekko. Palcami prawej dłoni lekko ująłem jej policzek, całując damę w usta. Nie był to jakiś specjalnie namiętny pocałunek, czy też magiczny. Tak naprawdę pierwszy raz w życiu zrobiłem to tak na poważnie, więc mogło wyjść trochę nieudolnie.
<Idalio? Jak całusy, to po całości :') xD>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Komentując, zachowujmy kulturę wypowiedzi. Pamiętaj, to, jak się wyrażasz świadczy tylko i wyłącznie o tobie!