Uśmiechnęłam się czując dotyk Dantego. Był on niezwykle delikatny. Gdy mnie pocałował poczułam, jakbym miała motyle w brzuchu. Rumieniec ponownie zagościł na mojej twarzy. Spojrzałam w brązowe oczy mężczyzny. Dawniej stwierdziłabym, że jestem niepodatna na miłość. Myliłabym się wtedy. I to bardzo. Dante uratował mi życie dwa razy. Pokazał niezwykły moment zakwitania Krwistego Kwiecia. Jak ja mu się za to odwdzięczę? Po raz kolejny moją twarz rozjaśnił uśmiech. Puściłam silne ramiona mężczyzny, czując przy tym lekki zawód. Nie chciałam tego robić, jednak nie mogliśmy wiecznie trwać w uścisku. Dan sięgnął po sałatkę, która przypominała posiłki w tych drogich, ekskluzywnych restauracjach. Widać było, że umie gotować. W ogóle nie zdziwiłabym się, gdyby to robił lepiej ode mnie. Po zjedzeniu posiłku mój wzrok sam powędrował w stronę zegara. Jeśli szedł dobrze, to wskazywał późną godzinę.
- Najwyższa pora iść spać. - powiedziałam, nadal patrząc na wskazówki. Mężczyzna mi przytaknął. Wstałam więc i otworzyłam drzwi do sypialni. Lampa, zapalona chwilę temu przez Dantego, rozjaśniła pomieszczenie. Na jego środku stało łóżko w różnych odcieniach brązu. W duchu cieszyłam się, że nie będę spać sama. Choć, gdybym nie była tu z Dantem, z pewnością by tak było. Odsunęłam lekko grubą pierzynę i położyłam się na łóżku, zostawiając miejsce dla mężczyzny. Gdy ten zajął miejsce po mojej lewej, odwróciłam się do niego twarzą i wtuliłam w ciepły tors.
< Dantee? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Komentując, zachowujmy kulturę wypowiedzi. Pamiętaj, to, jak się wyrażasz świadczy tylko i wyłącznie o tobie!